Adam Pawłowski – blog historyczny

1 sierpnia 2015

Opowieść kata. Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi – recenzja

Opublikowano: 01.08.2015, 1:41

604397-n-a

Przyznam się szczerze, iż odchodząc od kasy w księgarni z książką w ręku Joela F. Harringtona pt. „Opowieść kata. Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi”, wydaną nakładem Wydawnictwa Poznańskiego, miałem spore wątpliwości co do tego zakupu. Autor był mi całkowicie nieznany. Tematyka natomiast o tyle, o ile wspominam moim słuchaczom na lekcji historii o średniowiecznych miastach i egzekwowaniu stanowionego prawa. Pomimo to jednak zainteresowała mnie ta pozycja. Już na pierwszy rzut oka dość frapująca wydała mi się okładka na której wyraźnie widoczna jest czaszka na mrocznym tle. Dodatkowym atrybutem okładki są przedstawione zapisane zdania ręką samego bohatera, co bez wątpienia ma nawiązać i nawiązuje do tematyki książki, czyli opowieści kata. W istocie nie jest to opowieść kata, a raczej próba odtworzenia życia mistrza profesji katowskiej Frantza Schmidta na podstawie jego zapisków w diariuszu, który pozostał po nim oraz kwerendy przeprowadzonej przez autora. Nie myślcie jednak sobie, iż do zakupu tej pozycji przekonała mnie tylko okładka. Zapowiedz na odwrocie okładki była tak ciekawie napisana, iż z tego powodu nie żałowałem grosza na tą książkę. Przyznacie na pewno, iż zdania „profesję kata traktował jednak jako rzemiosło, nie epatował okrucieństwem, ale też nie okazywał żalu ofiarom […] autor odkrywa szczegóły dotyczące życia i pracy mistrza Frantza, który całym swoim postępowaniem próbował udowodnić, że zasługuje na szacunek i uznanie. Chciał uwolnić swoje dzieci od piętna wyrzutków, jakie wiązało się z wykonywanym przez niego zawodem” brzmią niezwykle zachęcająco. Po ich przeczytaniu zostałem wprowadzony w odpowiedni nastrój do tego, żeby zmierzyć się z tym dziełem. I tak „Opowieść kata” znalazła się w mojej ciągle przyrastającej biblioteczce.

O czym jest niniejsza pozycja w zasadzie wyjaśnił sam Harrington na stronach 24-25 i w związku z tym ograniczę się jedynie do niewielkiej wzmianki o tym, a z kolei w większym stopniu skupię się przede wszystkim na moich odczuciach po jej przeczytaniu. A doprawdy jest o czym pisać. Ciekawa konstrukcja książki podzielonej na 5 rozdziałów (w kolejności będą to rozdziały Uczeń, Najemnik, Mistrz, Mędrzec, Uzdrowiciel) ułatwia jedynie autorowi opisanie w prosty, zrozumiały i barwny sposób żywota mistrza katowskiego Frantza Schmidta. Harrington wprowadza czytelników w tajemniczy, mroczny świat zawodu kata, przedstawia co zaprowadziło Frantza i wcześniej jego ojca, Heinricha Schmidta, do zajęcia się tego typu hańbiącym zajęciem. Stosownie do rozdziału autor opisuje kolejne dzieje losów Frantza Schmidta, od szkolenia pod czujnym okiem rodziciela, zostanie katem na usługach miast, przeniesienie do Norymbergi, długoletnią służbę dla tegoż miasta, odejście na emeryturę jako mistrz w swoim fachu cieszący się pomimo wszystko szacunkiem i poważaniem władz Norymbergi, aż po zwrócenie przez cesarza honoru całej rodzinie Schmidtów.

W książce roi się od niezwykle interesujących opisów obowiązków i zadań katów, funkcji jakie pełnili, ich ubioru ( i wcale nie była to stereotypowa dzisiaj często na podstawie filmów czarna maska !), sposobów uzyskiwania dochodów, przesłuchań, tortur czy egzekucji publicznych na pograniczu średniowiecza i epoki nowożytnej. Przy czym autor nie przytłacza zbędnymi faktami o Niemczech z okresu życia Frantza Schmidta. Podaje ich tylko tyle, aby czytelnicy zrozumieli jak zmiany polityczne czy społeczne oddziałują na bohatera tej opowieści, jego rodzinę i sytuację panującą w mieście Norymberdze. Wartym odnotowania jest również to, iż walory naukowości pozostały zachowane w postaci przypisów do każdego rozdziału. Dzięki temu wiemy skąd Harrington czerpał potrzebną do napisania tej książki wiedzę, ale także, gdzie czytelnicy mogą poszerzyć zainteresowanie wybranymi wątkami dotyczącymi zawodu kata. Wszystko to opatrzone interesującymi cytatami z dziennika Frantza Schmidta czy innych katów oraz autentycznymi ilustracjami, co powinno być nie lada gratką dla lubujących się w soczystych opisach jak mordowano i torturowano na pograniczu epok wszelkiej maści przestępców, tych często wyimaginowanych jak czarownice, czy złodziei, bluźnierców, gwałcicieli, morderców. Szereg wymienionych zalet w pełni przekonuje mnie do polecania tej pozycji wszystkim lubiącym spędzać wolny czas na czytaniu książek.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.